Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Choróbsko trzyma. Tak bardzo, że wzrusza mnie chęć pomocy mojego współlokatora. Wzruszam się też bez powodu. I mam wyrzuty sumienia, że drzewa przeze mnie są wycinane, bo marnuję chusteczki obecnie na kilogramy. A uczyć się nie chce jak chuj.
A jednak. Już myślałem, że chociaż w tej sesji uda mi się dobrnąć do końca egzaminów bez prochów. Jednak nie. Tryb walki o życie włączony. Znaczy się Pan McQueen się przeziębił.
Ha! Wracam. Chociaż tak naprawdę nigdzie nie uciekłem. Ot, nic nie pisałem. Ale skoro życiowo zaczynam się powoli ogarniać, to i mogę się ogarnąć blogowo.
Ogarnąłem już jako tako swój związek (jesteśmy na drodze do lepszego a przynajmniej taką mam nadzieję), zacząłem jeść jak ludzie a nie burżuj, szukam czegoś do mieszkania dla siebie na nowy rok akademicki (wiem, że wcześnie, ale a nuż coś się znajdzie godnego uwagi, a poza tym muszę tutaj zostać do czerwca) i postanowiłem zerwać z zawalaniem studiów (kilka dwój w indeksie potrafi zmotywować do działania).
Chcę rzygać tęczą, o!
A więcej tradycyjnie na blogu:
panmcqueen.blogspot.com/2012/01/164-po-przerwie.html
Uciąłem sobie drzemkę. Obudziłem się i pierwsze, co pomyślałem to "wyjdę na prostą". I tak zamierzam zrobić. W myśl zasady "New year, new life". Byk za nogi, czy jakoś tak i jedziemy. O.
A wszystko dzięki zbliżającej się wizji warunku z ćwiczeń (!) na uczelni.
Sam już nie wiem, czego tak naprawdę chcę. Nie wiem, co robić. Gubię się. Przerasta mnie nawet oddychanie. A poza tym super. I jeszcze zapalałem się szczęśliwie na pierwszą już w tej sesji poprawkę. Hura.
Nauki na dzisiaj koniec. Napoje energetyzujące wcale już nie energetyzują. Tak samo prze-mocna herbata. Oczy się zamykają a notatki się nie przyswajają. Tylko jest jeszcze mały problem. Chyba bym coś zjadł teraz... O 2a.m.
Staramy się wyjść na prostą.
Aż trudno uwierzyć, że to wszystko się dzieje naprawdę...
-
*Dziecinny Sposób*:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›